Dentonet
BLOGOSFERA
BLOGOSFERA
E-mail

W Abong–Mbang, gdzie leczyłam, dostęp do prądu to nic pewnego

0 Komentarze | Publikacja:
Poleć artykuł Drukuj artykuł Wielkość czcionki - +
W Abong–Mbang, gdzie leczyłam, dostęp do prądu to nic pewnego

W Abong–Mbang, gdzie leczyłam, dostęp do prądu to nic pewnego

Dziś relacja Moniki Wieczorek…

Podróż do Afryki stała się moim marzeniem, z chwilą gdy usłyszałam relację  dr Magdy Kusińskiej z wyjazdu do Kamerunu. Nagle okazało się, że „niemożliwe” jest na wyciągnięcie ręki. Od tego momentu wszystko potoczyło się w zawrotnym tempie. Dzięki dr Konradowi Rylskiemu i wsparciu Fundacji „Redemptoris Missio” szybko udało się załatwić formalności, przygodę życia można było zacząć.

Do Kamerunu przyleciałam późnym wieczorem. Z lotu ptaka migoczące światła mogły oznaczać dowolne miasto na świecie. Dziwne uczucie przylecieć
z zimnej Polski i trafić w początek pory deszczowej w Afryce. W trakcie podróży z lotniska Yaounde powoli odkrywało swoje tajemnice. Na ulicach gwar, głośna muzyka, mnóstwo ludzi, nowe, intensywne zapachy. 

Na pierwszy rzut oka zgiełk i chaos, dopiero po pewnym czasie zauważyłam, że w tym chaosie jest metoda. Poznałam nowe zasady ruchu drogowego:
– dwa pasy ruchu oznaczają, że dwa samochody jadą w jednym kierunku i dwa w przeciwnym
– światła zielone/czerwone to tylko sugestia
– jeśli twój samochód nie ma wgnieceń to znaczy, że nigdy nie byłeś w Yaounde
– najważniejsze: polskie siostry zakonne to mistrzynie kierownicy :)

Naprawdę nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak łatwo nam się żyje, dopóki nie trafimy w inną rzeczywistość. W Abong –Mbang, gdzie leczyłam moich pacjentów, dostęp do prądu to nic pewnego. Jest włączany na kilka godzin dziennie, każdego dnia o innej porze, dlatego niezbędne są baterie słoneczne. Pierwsze dni w gabinecie szybko nauczyły mnie pokory. Jest prąd w mieście –unitu można używać (wypełnienia, dłutowanie). Nie ma prądu, zostają baterie słoneczne i trzeba oszczędzać energię –pozostaje usuwanie zębów, pozostali pacjenci muszą przyjść później.
Bo oprócz dentysty w przychodni działa laboratorium, gdzie także potrzebują prądu. I niestety bywa, że po awarii prądu nie ma dwa tygodnie, wtedy zostaje latarka czołowa i przemyślane używanie narzędzi (nakładaczem zamiast dźwigni można sporo zdziałać) –sterylizacji nie można robić co dziennie. Nie ma narzędzi –koniec przyjmowania pacjentów.

Świadomość pacjentów dotycząca zdrowia jamy ustnej jest bardzo zróżnicowana. Jednych nie mogłam przekonać, że ząb wymagający leczenia nie musi mieć ogromnej dziury, inni przychodzili z bólem, obrzękiem i szczękościskiem, a po zażyciu antybiotyku po prostu nie wracali.

Na szczęście byli też tacy, którzy przychodzili na kontrolę i usunięcie kamienia nazębnego, a to zasługa moich poprzedników innych dentystów z Polski, wolontariuszy Fundacji. Zaskoczyła mnie pacjentka, która specjalnie przejechała 300km żeby wyleczyć u nas zęby. Na fotelu spędziła kilka godzin bo tego samego dnia musiała wracać do stolicy. Każdy trudny zabieg zakończony sukcesem dawał dużo satysfakcji. W Kamerunie każdy lekarz jest na wagę złota. Jeden dentysta w promieniu kilkuset kilometrów oznacza, że mieszkańcy skazani są na życie w bólu.

Pacjenci, których nie stać na leczenie przychodzą do lekarza w ostateczności, często jest już wtedy za późno. Duży problem stanowią choroby zakaźne, w tym malaria na którą chorują kilka razy w roku. Nieleczona bądź tylko zaleczona prowadzi do poważnych powikłań, a czasem do śmierci.
Mimo trudnych warunków życia Afrykańczycy mogliby uczyć resztę świata jak czerpać radość z życia. Dali mi dużo dobrej energii. Czasem do pracy jeździłam rowerem. Gdy tylko wyjeżdżałam na drogę przybiegały dzieci żeby się przywitać, całą drogę słyszałam : „Ma soeur courage!” Okrzyki, powitania i wszędzie roześmiane twarze.

Kilka miesięcy w Kamerunie minęło bardzo szybko. Cieszę się, że moi pacjenci nie czują już bólu, mogą się znów uśmiechać. Chyba nigdy w tak krótkim czasie nie poznałam tylu wspaniałych osób. Miałam szansę współpracować z misjonarzami, którzy wspierali mnie na każdym kroku. Ich rady, doświadczenie były bezcenne. Gdy tylko wróciłam do Polski zorganizowałam zbiórkę prezentów dla dzieci ze szkoły prowadzonej przez siostry.  I tak dzieci z Polski sprawią ogromną radość dzieciom z Abong –Mbang. Niebawem znów wybieram się do Afryki, tym razem na dłużej…
Już nie mogę się doczekać!

 

Dodaj komentarz (0 komentarzy)

Musisz być zalogowany aby komentować | Zaloguj się lub zarejestruj. | Każdy komentarz zostanie poddany moderacji