Dentonet
PACJENT
E-mail
WYBIERZ KATEGORIĘ
Chirurgia
Choroby jamy ustnej
Estetyka
Pacjent w gabinecie
Poradnia
Profilaktyka

Lekarz popełnił błędy w leczeniu. Czy mogę dochodzić swoich praw?

Kilka lat temu postanowiłem sobie zrobić mostek. Wczesniej doktor robił mi wszystkie zęby, w których były ubytki. Pan stomatolog powiedział mi wszystko co i jak, ile to kosztuje i ile to potrwa. Zrobił mi mostek, zaplaciłem za niego 2 tysiące. Wszystko było chyba w porządku. Po kilkunastu dniach poszedłem do niego i mówię, że mnie te zęby bolą. On na to, że trzeba nerwy wyjąć. Zrobił swoje i znowu musiałem zaplacić. Po pół roku złamały mi się te dwa martwe zęby (mostek byl cały). Pojechałem do niego, a on mowi, że to niemożliwe, że musiałem dostać po twarzy, w ogóle zachowuje się tak, jakby to była moja wina. Tymczasem gdy mnie namawiał na mostek mówił, że będę go miec praktycznie na całe życie, ja mu na to, a co jeśli te zęby się zlamią? Zapewniał mnie, że nie złamią się, że nie ma takiej możliwości. Zaczyna mi to tam czyścić. Wkłada mi taką igłę, tam gdzie b ył nerw i piłuje. Boli mnie (jak mi robił tak w tym drugim to mnie nie bolało). Powiedział, że mam zrobić zdjęcie, bo nie może boleć. Zaraz po tym jak zrobiłem prześwietlenie to do niego pojechałem. Ogląda to zdjecie i mówi, że widać jakieś duże białe plamki i gada, że mam ropę i powinienem udać się do chirurga-dentysty (dał mi nawet adres). Umówiłem się z dentystą-chirurgiem. Ogląda to zdjęcie razem z moim doktorem i mówi, że mam torbiel. Mój dentysta pokazuje mu te biale plamki i pyta, co to? Chirurg odpowiada, że to nic takiego, użył fachowego sformułowania, ale nie pamiętam jakiego. Chirurg zrobił swoje, czyli wyrwał kikut i wyczyścił (resekcja odpadała). Pokazał mi ten korzeń, na końcu którego był taki balonik. Kosztowało mnie to jakieś 250 zł, jak nie więcej. Drugiego kikuta wyrywał mi mój dentysta i słono za to musiałem zapłacić. 2 dni temu odebrałem swoją kartę leczenia. Nie chciał mi jej w ogóle wydać, powiedział, że mam jutro przyjść, bo musi ksero zrobić. To mu mówię, niech mi da, zrobię ksero i przyniosę. Ja nie mogę karty wydać… zaraz przed tym jak te oszlifowane zęby złamały się, to napisał, że nie przyszedłem na wizytę, celem wypełnienia ostatecznego kanałów – BZDURA!!! Na wszystkich wizytach byłem, zbyt poważna sprawa, żebym to lekceważył. W ogóle, jak przyszedłem do niego z tym złamaniem, to kartę trzymał w rękach i nic mi nie mówił, że opuściłem wizytę. Trochę więcej wpisów mi tu nie pasuje. Dam głowę uciąć, że sfałszował kartę. Tak się to wszystko skończyło, straciłem zęby i teraz muszę chodzić w protezie. Proszę powiedzieć, czy można jakoś dochodzić swoich praw, czy stoję na straconej pozycji?


Sprawy roszczeń i zastrzeżeń co do jakości i poprawności wykonania usługi lekarskiej można zgłaszać w formie skargi do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej, we właściwej dla Pana miejsca zamieszkania Okręgowej Izbie Lekarskiej.  Procedura trwa dosyć długo, co wiąże się z dosłaniem dokumentacji lekarskiej do Rzecznika, który po zapoznaiu się z problemem, skieruje ją do specjalisty konsultanta, który po zbadaniu i przesłuchaniu Pana oraz lekarza leczącego, w zależności od oceny wykonanej pracy wystawi opinię. Rzecznik, po jej otrzymaniu pokieruje sprawę dalej do sądu lekarskiego lub odrzuci roszczenie. Można będzie wtedy, jeżeli ocena pracy będzie negatywna, dochodzić odszkodowania od ubezpieczyciela, u którego obowiązkowo ubezpieczony jest każdy lekarz. Sąd może również ukarać lekarza w przypadku popełnienia merytorycznych błędów i wyrządzenia pacjentowi szkody. Będzie więc można przeprowadzić powtórne, korekcyjne leczenie i spróbować naprawić to, co zostało źle zrobione. Nie stoi więc Pan na straconej pozycji.