Narkoza liczy sobie już ponad 160 lat
Dobrodziejstwo narkozy jest rzadko zauważane na tle błyskotliwych dokonań współczesnej medycyny. Jeszcze 160 lat temu jej historia była w większości znaczona bólem i cierpieniem, a chorzy tylko w ostateczności decydowali się na zabieg.

Dobry chirurg musiał być odporny na krzyk i pracować jak najszybciej - bardziej skomplikowane operacje były więc wykluczone. Jako pierwsi (chyba nieprzypadkowo) zmienili ten stan rzeczy dopiero dentyści.
W 1844 r. amerykański stomatolog Horacy Wells poddał się zabiegowi usunięcia zęba w znieczuleniu własnego pomysłu. Użył wynalezionego przez J. Priestleya podtlenku azotu, stosowanego na jarmarkach jako gaz rozweselający. Próba demonstracji na Uniwersytecie Harvarda zakończyła się jednak niepowodzeniem - operowany pacjent uciekł z krzykiem, a Wells został wyśmiany i przeniósł się na prowincję. W końcu uzależnił się od chloroformu i trafił do więzienia za napaść na prostytutkę. Zginął samobójczą śmiercią w wieku zaledwie 33 lat.
Przy pokazie był obecny Wiliam Morton, współpracownik Wellsa, który w 1846 r. usuwając ząb swojej pacjentce zastosował eter siarczany, a następnie z sukcesem przedstawił wynalazek w Massachusetts General Hospital. Ponieważ jednak badania nad eterem prowadził równolegle chemik Ch. Jackson, między nim a Mortonem wybuchł spór o pierwszeństwo.
Okazało się, że faktycznym prekursorem zastosowań eteru był Crawford Long, skromny chirurg z Jefferson w stanie Georgia, który już w marcu 1842 r, zaaplikował go u operowanego przez siebie chorego. Long opublikował swoje odkrycie, niestety już po demonstracjach Mortona i Wellsa.
"Cudownego związku" nie udało się opatentować i angielski chirurg Robert Liston w grudniu 1846 r. mógł dokonać pierwszej w Europie operacji w narkozie. Tak rozpoczęła się trwająca do dziś era nowoczesnej chirurgii - narkozę stopniowo udoskonalano, aż w końcu stała się ona standardem.
(inf.wł.)





