Dentysta w oborze
Inspektor sanitarny z Łukowa apeluje, by mieszkańcy powiatu nie leczyli zębów w nielegalnych gabinetach dentystów z krajów byłego ZSRR. Usługi prowadzone w prymitywnych warunkach mogą być przyczyną żółtaczki wszczepiennej lub AIDS – przestrzega.

Apel wystosowało też około dwudziestu stomatologów z powiatu łukowskiego. Zareagowała również komisja zdrowia działająca przy Radzie Powiatu. W prasie ukazały się ogłoszenia z ostrzeżeniami. Protestujący zgodnie twierdzą, że na terenie powiatu coraz częściej dochodzi do świadczenia usług stomatologicznych przez osoby podające się za lekarzy zza wschodniej granicy.
– Miejscem pracy są budynki gospodarcze na wsi lub pokoje w drewnianych chatach. Brak tam wody i kanalizacji, pacjenci przyjmowani są na krzesłach, a zabiegi są wykonywane często w świetle nocnych lampek. Sterylność używanych narzędzi też budzi poważne wątpliwości – twierdzą stomatolodzy z Łukowa.
Powiatowy inspektor sanitarny lek. med. Anna Kwiatkowska przestrzega: – Korzystanie z usług takich osób jest zagrożeniem dla zdrowia i życia. W takim, nie spełniającym wymogów, gabinecie można zarazić się wirusem żółtaczki wszczepiennej – wirusem HBV i HCV – a także AIDS.
Pacjenci zdają się jednak nie dostrzegać tego zagrożenia: – Nikt nie przyznaje się do wizyty w takim gabinecie. Mamy takie przypadki w całym województwie – mówi Janusz Słodziński z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno–Epidemiologicznej w Lublinie.
– Kiedy raz na kilka miesięcy proceder wychodzi na jaw, na miejsce udają się przedstawiciele sanepidu i policja, ale wtedy najczęściej „pana doktora”, uprawnień którego zwykle nikt nie widział, już nie ma. Zniknąć im jest łatwo, przecież cały przenośny „gabinet” stomatologiczny noszą ze sobą, w walizce – mówi J. Słodziński.
– Ostatnio zgłosił się do mnie pacjent, który wcześniej odwiedził rzekomego lekarza zza Buga. Ten leczył go niesterylnymi narzędziami, bez oczyszczenia zęba. Tym razem skończyło się tylko zgorzelą – dodaje jeden z łukowskich stomatologów. Lekarze przestrzegają, że w tego typu „gabinecie” najłatwiej zarazić się żółtaczką. – W takich warunkach jest pewne, że dochodzi do zakażeń – dodaje J. Słodziński.
Nieświadomych zagrożenia pacjentów pociąga niska cena zabiegu. Tak było w przypadku jednego z wiejskich nauczycieli: – Było taniej o około 60 procent, a w mojej sytuacji finansowej to duża oszczędność – przyznaje.
Justyna Widyńska
Gazeta Codzienna Województwa Lubelskiego






