„W fotografii stomatologicznej kluczowe są dwie rzeczy: standaryzacja i konsekwencja”
Pierwsze portfolio lekarza dentysty nie musi być idealne – ważne jest to, by dokumentowanie własnej pracy klinicznej pomagało w świadomym rozwoju umiejętności. Jak rozwijać warsztat fotograficzny bez niepotrzebnego porównywania się z bardziej doświadczonymi lekarzami, właściwie przygotować pacjenta do dokumentacji i wykorzystać światło, by lepiej pokazać efekty swojej pracy? O tym, jak fotografia stomatologiczna może stać się narzędziem nauki i obserwowania własnych postępów, rozmawiamy z dr. n. med. Leszkiem Szalewskim, wykładowcą Konferencji Przyszłych Mistrzów Stomatologii 2026.

Początki pracy lekarza dentysty to nie tylko nauka procedur i zdobywanie doświadczenia klinicznego. To również moment, w którym zaczyna się dokumentować własną pracę i zastanawiać się, jak pokazać jej efekty. Kiedy fotografia stomatologiczna stała się dla Pana czymś więcej niż tylko dodatkiem do leczenia?
Dr n. med. Leszek Szalewski: – Kończyłem studia w 2009 r. Przez cały tok studiów aparat fotograficzny widziałem właściwie tylko na ortodoncji. Nawet tam jednak obserwowaliśmy jedynie, jak wykonywano zdjęcia pacjentom – nie otrzymywaliśmy informacji, jak powinny wyglądać prawidłowe fotografie, czemu dokładnie mają służyć ani jak można je później wykorzystać. Fotografia w gabinecie zdecydowanie nie była wtedy czymś standardowym.
Sama fotografia jest natomiast obecna w moim życiu praktycznie od zawsze. Moja przygoda z fotografią stomatologiczną zaczęła się na dobre, kiedy rozpocząłem pracę na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie. Początkowo chciałem po prostu dokumentować przypadki kliniczne, żeby móc wykorzystywać zdjęcia podczas zajęć ze studentami. Z czasem zauważyłem jednak, że im więcej fotografuję, tym więcej zastosowań dla tych zdjęć znajduję – nie tylko w dydaktyce, ale również w analizie własnej pracy, planowaniu leczenia czy komunikacji.
Skoro fotografia tak dobrze sprawdzała się w mojej codziennej pracy, pomyślałem, że warto pokazać innym lekarzom, jak wiele możliwości daje dobra dokumentacja fotograficzna. W ten sposób pojawił się pomysł na pierwsze warsztaty i wykłady z fotografii stomatologicznej. Dzisiaj fotografia jest już jednym z elementów, których regularnie uczę studentów na uczelni.
Dziś zdjęcia przed i po leczeniu są niemal nieodłącznym elementem prezentowania pracy lekarza, budowania portfolio czy komunikacji z pacjentem. Czy młodzi dentyści nie stawiają sobie jednak zbyt wysoko poprzeczki, chcąc od pierwszego przypadku stworzyć portfolio na poziomie doświadczonego klinicysty?
– Zdecydowanie jest to pewne zagrożenie. Kiedy ja zaczynałem pracę około 2010 r. nie byliśmy otoczeni tak ogromną liczbą fotografii przypadków klinicznych jak dzisiaj. Obecnie mamy je wszędzie – na stronach internetowych, Instagramie i w innych mediach społecznościowych. Z jednej strony to fantastyczna możliwość edukacji. Młodzi lekarze mogą zobaczyć, jak powinny wyglądać poszczególne procedury i do jakiego efektu warto dążyć.
Z drugiej strony trzeba pamiętać, że „nie od razu Rzym zbudowano”. Młody dentysta porównuje często swoje pierwsze prace nie tylko z pracami mistrzów w danej dziedzinie, ale dodatkowo z najlepszymi przypadkami, które ci doświadczeni lekarze zdecydowali się opublikować. Takie porównanie z założenia nie jest więc do końca sprawiedliwe i może łatwo prowadzić do zwątpienia we własne umiejętności.
Co ważne, nie dotyczy to wyłącznie osób tuż po studiach. Jeśli endodonta z 10-letnim doświadczeniem zaczyna zajmować się protetyką, to w tej konkretnej dziedzinie również znajduje się na początku swojej drogi. Dlatego „idealne” zdjęcia i przypadki oglądane w Internecie powinniśmy traktować przede wszystkim jako inspirację i cel, do którego chcemy dążyć, a nie jako poziom, który musimy prezentować od pierwszego dnia.
Cieszy mnie, że widzę coraz więcej młodych dentystów, którzy pokazują w mediach społecznościowych swoją rzeczywistą drogę – od stażu, przez pierwsze przypadki, również te niedoskonałe, aż po coraz bardziej zaawansowane prace. Dzięki temu inni początkujący lekarze mogą zobaczyć rozwój osoby znajdującej się na podobnym etapie.
Warto też rozdzielić dwie rzeczy. Wykonania bardzo dobrego zdjęcia można nauczyć się stosunkowo szybko. Uzyskanie powtarzalności w wykonywaniu świetnych prac protetycznych czy odbudów kompozytowych wymaga natomiast znacznie więcej czasu i doświadczenia. Fotografia może w tym pomóc, ponieważ na zdjęciu bardzo dobrze widać zarówno to, co zrobiliśmy prawidłowo, jak i elementy wymagające poprawy.
Niestety w części gabinetów pojawia się również presja, aby każdy lekarz – także ten rozpoczynający pracę – od razu posiadał „idealne” portfolio, które będzie można wykorzystać na stronie internetowej czy w mediach społecznościowych. Taka presja może negatywnie wpływać na samopoczucie młodych lekarzy i ich wiarę we własne możliwości.
W listopadzie br. będzie Pan wykładowcą podczas II Konferencji Przyszłych Mistrzów Stomatologii, a tytuł Pana wykładu brzmi: „Twoje pierwsze portfolio nie będzie idealne. I to jest OK”. Czy to zdanie może być dla młodego lekarza wręcz uwalniające? Dlaczego warto zaakceptować fakt, że pierwsze zdjęcia, pierwsze przypadki i pierwsze portfolio prawdopodobnie nie będą perfekcyjne?
– Pamiętam swoje pierwsze zdjęcia – i kiedy czasami do nich wracam, naprawdę trudno się nie uśmiechnąć. Zarówno klinicznie nie były to idealne prace, jak i fotograficznie pozostawiały sporo do życzenia. Ale właśnie dzięki temu bardzo dobrze widzę dzisiaj drogę, którą przeszedłem.
Na początku zupełnie nie zwracałem uwagi na wiele szczegółów. Niewysuszone zęby, niewłaściwie dobrane rozwieraki, kadrowanie, przygotowanie zębów sąsiednich, ich oczyszczenie – to wszystko wydawało mi się drugorzędne. Koncentrowałem się właściwie wyłącznie na zębie, który chciałem sfotografować. Z czasem zrozumiałem, że właśnie ta „reszta” często odróżnia zwykłe zdjęcie od naprawdę dobrej fotografii stomatologicznej.
Niedopracowanie kilku drobnych szczegółów może sprawić, że nawet bardzo dobra praca kliniczna będzie na zdjęciu wyglądała przeciętnie. I odwrotnie – odpowiednio wykonana fotografia może sprawić, że przeciętna praca będzie prezentowała się znacznie lepiej. Dlatego warto pamiętać, że fotografia może bardzo wiernie dokumentować rzeczywistość, ale może ją również w pewnym stopniu kreować.
Nie mam tu na myśli wyłącznie obróbki zdjęć czy coraz szerzej wykorzystywanych narzędzi opartych na AI. Na sposób, w jaki odbieramy pracę kliniczną, wpływa już samo wykonanie fotografii – dobór światła, kąt fotografowania, kadrowanie czy przygotowanie fotografowanego obszaru. Dlatego pierwsze portfolio nie musi być idealne. Ważniejsze jest to, żeby dokumentować swoją pracę i po pewnym czasie móc wrócić do wcześniejszych zdjęć. Wtedy najlepiej widać własny rozwój.
Za dobrym zdjęciem stomatologicznym stoi nie tylko aparat, ale także wiedza, umiejętność pracy ze światłem, powtarzalność i świadomość tego, co właściwie chcemy pokazać. Od czego powinien zacząć lekarz, który chce nauczyć się dobrze dokumentować swoje przypadki, ale nie chce od razu inwestować w kosztowny sprzęt?
– W tej chwili praktycznie każdy z nas ma w kieszeni lub torbie całkiem zaawansowany aparat fotograficzny – mam oczywiście na myśli telefon komórkowy. Po dokupieniu kilku prostych akcesoriów, na przykład odpowiedniego oświetlenia LED, można osiągnąć naprawdę dobre rezultaty.
Moim zdaniem telefon jest świetnym narzędziem do wyrobienia najważniejszego nawyku – regularnego fotografowania pacjentów. Na początku dużo ważniejsze od posiadania drogiego sprzętu jest nauczenie się powtarzalności i konsekwentnego wykonywania dokumentacji. Jeżeli po pewnym czasie jakość uzyskiwana za pomocą telefonu przestanie być dla nas wystarczająca, wtedy można świadomie przejść na bardziej profesjonalny zestaw: aparat, obiektyw makro i lampy błyskowe.
Osobiście jestem też zwolennikiem sprzętu „gabinetowego”, dostępnego dla wszystkich pracowników, zamiast sytuacji, w której każdy lekarz przywozi własny aparat. Sprzęt często transportowany może się rozregulowywać, a później pojawiają się problemy z uzyskaniem prawidłowej ostrości czy powtarzalnych rezultatów.
Jeden zestaw fotograficzny w gabinecie ułatwia również standaryzację. Nawet pozornie niewielkie różnice – inny aparat, obiektyw i jego ogniskowa czy rodzaj oświetlenia – wpływają na finalny wygląd zdjęcia. Przy dokumentacji medycznej jest to szczególnie istotne, ponieważ brak standaryzacji może utrudniać, a czasami wręcz uniemożliwiać rzetelne porównanie efektów przed i po leczeniu.
Od lat prowadzi Pan szkolenia z fotografii stomatologicznej i pracuje ze studentami. Jakie błędy w dokumentacji fotograficznej najczęściej popełniają osoby na początku swojej drogi i czego można nauczyć się, patrząc na własne zdjęcia z perspektywy czasu?
– To pytanie-rzeka. Na początku rzeczywiście często nie wiemy, jak prawidłowo używać akcesoriów fotograficznych – rozwieraków, lusterek czy innych elementów potrzebnych do wykonania dokumentacji. Z pozoru wydaje się to bardzo proste, ale istnieje wiele drobnych niuansów, które później mają ogromny wpływ na efekt końcowy i właśnie na nie zwracamy uwagę podczas szkoleń.
Nie uważam jednak, żeby sam sprzęt czy technika jego używania były największym problemem. Znacznie częściej jest nim brak powtarzalności i konsekwencji. Na początku lekarze nie mają jeszcze nawyku fotografowania każdego pacjenta. Później okazuje się, że uzyskaliśmy świetny efekt końcowy, który chcielibyśmy pokazać, ale… nie mamy zdjęcia sprzed leczenia. Albo zdjęcie „przed” zostało wykonane zupełnie inaczej niż zdjęcie „po” i trudno je ze sobą rzetelnie porównać.
Dlatego dla mnie kluczowe są dwie rzeczy: standaryzacja i konsekwencja. Te same ujęcia powinny być wykonywane w możliwie taki sam sposób, a dokumentacja powinna stać się rutynowym elementem pracy z każdym pacjentem. Wtedy zawsze mamy materiał do porównania – zarówno w przypadku naszych najlepszych prac, jak i tych, które po czasie ocenimy bardziej krytycznie. I właśnie te mniej udane przypadki bywają z perspektywy rozwoju szczególnie wartościowe, bo często najlepiej pokazują, co możemy zrobić inaczej następnym razem.
KPMS stawia na proces rozwoju, a nie na przekonanie, że trzeba być ekspertem od pierwszego dnia. Czy właśnie dokumentowanie własnej pracy może stać się dla młodego lekarza narzędziem świadomego rozwoju – sposobem na obserwowanie własnych postępów, analizowanie przypadków i wyciąganie wniosków?
– Tak, dokładnie. Często mówię, że fotografia jest tak naprawdę jednym z najtańszych szkoleń, jakie możemy sobie zapewnić. Na podstawie własnych zdjęć możemy regularnie oceniać, co robimy dobrze, a co jeszcze możemy poprawić. Widzimy też bardzo wyraźnie, jak nasza praca zmienia się wraz z upływem czasu i zdobywanym doświadczeniem.
Kluczowe jest jednak to, z kim się porównujemy. Zamiast zestawiać swoje pierwsze przypadki z pracami mistrzów, którzy mają za sobą kilkanaście czy kilkadziesiąt lat doświadczenia, lepiej porównać się z samym sobą sprzed tygodnia, miesiąca czy roku. Ci doświadczeni lekarze również kiedyś zaczynali i ich pierwsze prace także nie były „instagramowe”. Najważniejsze, żeby na naszych kolejnych zdjęciach było widać progres.
Fotografia daje nam również możliwość obserwowania efektów leczenia w czasie. Możemy wrócić do swoich przypadków i sprawdzić, jak zachowuje się zastosowany materiał, jak starzeją się wykonane przez nas odbudowy oraz jak goją się tkanki po zastosowaniu określonej techniki chirurgicznej. Dzięki temu możemy porównywać różne rozwiązania i wyciągać wnioski na podstawie własnych doświadczeń klinicznych.
W tym sensie aparat nie służy wyłącznie do tworzenia ładnych zdjęć do portfolio. Może być bardzo prostym, ale niezwykle skutecznym narzędziem świadomego rozwoju zawodowego.
Dziękujemy za rozmowę!
***
Dr n. med. Leszek Szalewski – stomatolog, wykładowca i pasjonat fotografii stomatologicznej. Absolwent Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, specjalista protetyki stomatologicznej. Od 2022 r. kieruje Pracownią Stomatologii Cyfrowej w Zakładzie Rentgenodiagnostyki Stomatologicznej i Szczękowo-Twarzowej UML. Autor ponad 100 publikacji naukowych, jego indeks Hirscha wynosi 8. W 2014 r. obronił doktorat poświęcony wpływowi napojów na właściwości mechaniczne materiałów kompozytowych. Prowadzi szkolenia i warsztaty z fotografii stomatologicznej w Polsce i za granicą. Od 2015 r. zajmuje się edukacją w tym zakresie, a w 2021 r. założył Sekcję Fotografii Stomatologicznej PTSS Lublin oraz Studenckie Koło Naukowe Pracowni Stomatologii Cyfrowej. Od 2024 r. jest członkiem rady redakcyjnej czasopisma „BMC Medical Education”.
***
Druga edycja Konferencji Przyszłych Mistrzów Stomatologii odbędzie się 28 listopada 2026 r. w Łodzi. Program wydarzenia, biogramy wykładowców oraz formularz rejestracji dostępne są na stronie https://www.konferencjamistrzow.pl/. Zapraszamy!







