Profilaktyka, profilaktyka…
Gabinety stomatologiczne w szkołach to temat aktualny, wydawałoby się, w czasach „słusznie minionych”.

Okazuje się, że ma nadal wielu zwolenników, choć wszyscy wiemy, ile takie przedsięwzięcie, czyli utworzenie i utrzymanie gabinetu, kosztuje.
Na temat zatrważającego stanu zdrowia jamy ustnej polskich dzieci wylano już morze atramentu.
W obecnym systemie opieki zdrowotnej rozwiązania problemu nie widać i to nie tylko z braku środków finansowych, ale i braku spójnej koncepcji opieki stomatologicznej dzieci, a zwłaszcza profilaktyki.
Szkolne gabinety czy dentobusy mogą być oczywiście pomocne, ale – powiedzmy sobie szczerze – to projekty bardzo kosztowne, trudne w realizacji i utrzymaniu.
O tym, że lepiej zapobiegać niż leczyć wiadomo nie od dziś. A profilaktyka, może szczególnie w stomatologii i u najmłodszych, to sprawa kluczowa.
Dlatego z przyjemnością przeczytaliśmy krótką notkę prasową w portalu NTO.pl o profilaktycznej akcji stomatologicznej wśród najmłodszych uczniów Szkoły Podstawowej w Domaradzu w Opolskiem.
Akcję zainspirowała dyrektorka szkoły Wanda Piętka, a włączyli się do niej nasi koledzy – Urszula Król i Jakub Łada, wspierani przez studentki „stomy” z Wrocławia – Annę i Paulinę Pelc.
Jak dowiedzieliśmy się w sekretariacie szkoły, akcja okazała się strzałem w dziesiątkę. I choć nie było ani borowania ani plombowania, to dzieciaki miały okazję nie tylko usłyszeć o higienie jamy ustnej, ale były wręcz zachwycone obecnością lekarzy dentystów (również tych przyszłych).
– Akcje profilaktyki stomatologicznej w wiejskich szkołach należą dziś do rzadkości, a problem próchnicy wśród dzieci jest bardzo poważny, dlatego cieszymy się, że udało się zaprosić naszych gości – powiedziała portalowi NTO.pl dyrektor podstawówki w Domaradzu. – Ważne było też przybliżenie osoby lekarza dentysty, aby późniejsze spotkanie w gabinecie kojarzyło się dziecku dobrze i obyło się bez stresu – dodała pani dyrektor.
I cóż w tym nadzwyczajnego – można by powiedzieć. Przecież sporo takich akcji jest przeprowadzanych w całej Polsce.
Owszem, ale są to akcje doraźne, wykorzystujące lokalną inicjatywę i społecznikowskie zacięcie niektórych naszych kolegów.
Gdyby je przeprowadzać w sposób masowy, dobrze przemyślany i zorganizowany (ze wsparciem NFZ czy lokalnych samorządów), to próchnica wśród dzieci zapewne nie byłaby w Polsce aż tak wielkim, dramatycznym problemem, jak to ma miejsce obecnie.
opr. tch
fot. Archiwum szkoły






