NRL: przyjrzyjmy się limitom przyjęć na studia stomatologiczne
Czy warto z roku na rok zwiększać limit przyjęć na kierunku lekarsko–dentystycznym, jeżeli absolwenci stomatologii już teraz mają problemy ze znalezieniem pracy? Zdaniem Naczelnej Rady Lekarskiej, jest to postępowanie krótkowzroczne i nierozsądne.

Dlatego Naczelna Rada Lekarska apeluje do Ministra Zdrowia o ustalanie limitu przyjęć na kierunek lekarsko–dentystyczny z uwzględnieniem rzetelnie przeanalizowanych kryteriów zapisanych ustawie o szkolnictwie wyższym.
W opinii Rady w ostatnich latach Ministerstwo Zdrowia ustalało limity przyjęć bez wcześniejszej analizy rynku pracy pod kątem rzeczywistego zapotrzebowanie na absolwentów danego kierunku.
Jak podkreśla NRL, na polskim rynku nie występuje niedobór lekarzy dentystów. Przeprowadzane w tym zakresie analizy wskazują, że liczba lekarzy dentystów w Polsce przewyższa średnią unijną. Pomimo tego limity przyjęć na studia lekarsko-dentystyczne w Polsce są co roku zwiększane.
Rada stoi na stanowisku, że limity przyjęć na kierunek lekarsko–dentystyczny nie mogą być ustalane jedynie na podstawie propozycji uczelni posiadających uprawnienia do kształcenia na kierunku lekarsko–dentystycznym. Zwiększanie limitu przyjęć na kierunku lekarsko–dentystycznym może skutkować obniżeniem jakości kształcenia (zarówno teoretycznego, jak i praktycznego), zaś rosnąca liczba absolwentów stomatologii, przewyższająca zapotrzebowanie na lekarzy dentystów, w sposób znaczny utrudni tym osobom wykonywanie zawodu.
Przypomnijmy – w Polsce jeden dentysta przypada na około 1200 mieszkańców. To dwukrotnie mniej, niż być powinno, aby dentyści mogli spokojnie myśleć o swojej finansowej przyszłości. Najlepszym przykładem, do czego prowadzi "nadprodukcją" stomatologów jest Lublin, w którym na jednego stomatologa przypada zaledwie 900 mieszkańców (czyli trzy razy mniej niż powinno).
Także wynagrodzenie, na jakie może liczyć początkujący stomatolog, nie jest zbyt wysokie. W państwowych placówkach ochrony zdrowia młody dentysta może spodziewać się 900-1500 złotych na rękę, w prywatnych gabinetach – w zależności od formy umowy – może zarobić nieco więcej.
B.Sz.






