„Leczenie, które odmienia życie” – Brytyjczycy w Ugandzie
Nie brakuje przedstawicieli naszego środowiska gotowych dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem klinicznym także poza praktyką, w której pracują na co dzień. Niektórzy z nich niosą pomoc w miejscach bardzo odległych geograficznie i kulturowo (m.in. Kamerun, Republika Środkowej Afryki, Rwanda), gdzie uprawianie zawodu dentysty, higienistki czy technika wiąże się z wieloma nieoczywistymi wyzwaniami. Najnowszy przykład pochodzi z Ugandy, dokąd trafił zespół brytyjskich lekarzy i techników dentystycznych. Tę wyprawę w portalu Dentistry.co.uk opisała jedna z uczestniczek – Nina Frketin, z zawodu technik dentystyczny. Organizatorem projektu była organizacja non-profit Den-tech.
Jak pisze pochodząca z Chorwacji Nina, spontaniczna przygoda może zapewnić niezapomniane przeżycia i tak właśnie się stało, gdy usłyszała o misji charytatywnej w odległej Ugandzie.
– Po tym, jak dowiedziałam się, że moja przyjaciółka i szefowa organizacji charytatywnej Den-tech Andrea Johnson jedzie sama, wiedziałam, że nie mogę pozwolić jej na samotną podróż. Nie mając jasnego planu, jak sfinansować swoją podróż lub zapewnić sobie czas wolny, postanowiłam do niej dołączyć. Logistyka mi nie przeszkadzała – po prostu się zgodziłem i wszystko ustalałam na bieżąco – napisała Nina Frketin.
Przyjazd do Ugandy nie obył się bez przygód
Do Ugandy udał się zespół, w którym poza Niną znaleźli się: Andrea i Eboni-Rose (zespół techników dentystycznych), Tashfeen i Emma (zespół kliniczny) oraz Jamie i Euan – po trwającym 8,5 godziny locie Brytyjczycy wylądowali w Kampali. Misja mająca na celu leczenie ugandyjskich pacjentów była już w toku, a dzięki reklamom radiowym Nicolasa – jednego z tamtejszych dentystów, na medyków ze Zjednoczonego Królestwa czekało już ponad 100 pacjentów.
Po przylocie uczestników misji spotkała nieprzyjemna niespodzianka: ich bagaże zostały skonfiskowane, ale po całym dniu negocjacji i „perswazji finansowej” udało się je odzyskać w nienaruszonym stanie. Brytyjscy goście nie pozostali w stolicy, ale udali się na południe kraju – do miasteczka Rakai, gdzie przywitał ich niesamowity widok: tłum pacjentów, którzy spędzili noc na zewnątrz, z niecierpliwością oczekując przybycia medyków.
„Wyleczyć tylu pacjentów, ilu się uda”
Ponieważ pacjentów w pilnej potrzebie nie można zawieść, zespół kliniczny nie tracił czasu i tak szybko jak tylko było to możliwe zabrał się do pracy. Tym bardziej, że pacjenci zaczęli napływać całymi strumieniami.
– Byłam zdumiona tym, jak szybko wszyscy się ogarnęliśmy i pracowaliśmy płynnie razem, jakbyśmy byli zespołem od lat. Każdy z nas rozumiał znaczenie naszej misji i wykonywanych zadań. Nasze dni w szpitalu Rakai były długie i wyczerpujące emocjonalnie, ponieważ musieliśmy leczyć jak najwięcej pacjentów przy ograniczonych zasobach. Oznaczało to, że musieliśmy traktować priorytetowo pilne przypadki, jak pacjenci, którym brakowało przednich zębów, a zwłaszcza kobiety, które dzieliły się dramatycznymi historiami, takimi jak: „Mój mąż mnie pobije, jeśli wrócę do domu bez zębów” – kontynuowała Nina.
W ciągu zaledwie czterech dni Brytyjczykom udało się wykonać ponad 100 uzupełnień protetycznych, pozostawiając resztki materiałów i sprzętu w celu założenia małego laboratorium, by wciąż wspierać lokalną społeczność.
Niewiarygodne chwile
Miejsce pracy w Rakai znajdowało się obok oddziału położniczego, gdzie Brytyjczycy byli świadkami niewiarygodnych scen, takich jak cesarskie cięcie wykonywane w miejscu, które w żaden sposób nie zapewniało rodzącej kobiecie prywatności. Ciężarne były często pozostawione same sobie, przerażone i zapłakane, bez pielęgniarek w zasięgu wzroku.
Pomimo wyzwań, takich jak niedobory wody (w szpitalu nie było czystej wody, a w niektóre dni nie było jej w ogóle), braki żywności, przerwy w dostawie prądu, zbyt krótki sen i humorystyczne sytuacje, takie jak brak luster w pokojach hotelowych, radość, jaką odczuwali medycy z Wielkiej Brytanii była warta wszelkich niedogodności.
– Wiwaty, oklaski, uściski, łzy i błogosławieństwa, które otrzymywaliśmy, były naprawdę bezcenne. Szczęście i spełnienie, których doświadczyłam podczas naszego pobytu w Rakai, jest nie do opisania – opowiadała Nina Frketin.
Podróż otwierająca oczy
Drugi tydzień misji stomatologicznej w Ugandzie był wypełniony niezapomnianymi doświadczeniami i znaczącymi spotkaniami. Drugi etap podróży Brytyjczycy rozpoczęli od wizyty w Kavumba Children’s Centre, sierocińcu, w którym mieszka 80 dzieci oraz w szkole dla 300 kolejnych. Następnie wysłuchali chóru dziecięcego Destiny Africa i odwiedzili Ziwa Rhino and Wildlife Ranch w Gulu – jedyne miejsce w Ugandzie, gdzie ochroną objęto białe nosorożce.
W Gulu medycy odwiedzili również klinikę stomatologiczną, w której Den-tech planuje założyć laboratorium. Dzięki tej wizycie goście z Europy dowiedzieli się o niedoborze laboratoriów w Ugandzie, z których większość koncentruje się w stolicy – Kampali, podczas gdy obszary wiejskie są w dużym stopniu pozbawione zaplecza protetycznego.
„Uganda pozostawiła niezatarty ślad w moim sercu”
Po trudnej, dziewięciogodzinnej podróży goście z Europy dotarli do Jinja, źródła Nilu. Dzień wypełniła im przejażdżka łodzią po rzece i jeziorze Wiktorii, a następnie ekscytująca przygoda na quadach. Wieczorem Brytyjczycy złożyli wizytę w gabinecie dentystycznym należącym, do wspomnianego Nicholasa. Spontanicznie zrodził się pomysł, by otworzyć tam kolejne laboratorium i ufundować stypendium.
– Piękno Ugandy i odporność jej mieszkańców zrobiły na mnie wielkie wrażenie, podkreślając znaczenie współczucia i wdzięczności w naszym codziennym życiu. Powiedzenie „It’s Uganda baby!”, które nasza grupa wymyśliła w trudnych chwilach, służy jako przypomnienie wytrwałości i radości, jaką znaleźliśmy w obliczu przeciwności losu. Uganda pozostawiła niezatarty ślad w moim sercu i mam nadzieję, że zainspiruje też innych do przyjęcia podobnej postawu współczucia i gotowości do dokonywania zmian na świecie – podsumowała Nina Frketin.
Źródło: https://dentistry.co.uk/







