Gabinety wprowadzają dodatkowe opłaty, pacjenci krytykują
Jak poinformował portal Bankier.pl, niektóre gabinety stomatologiczne w czasie pandemii koronawirusa doliczają do standardowych rachunków za leczenie dodatkowe opłaty, które mają pokrywać zwiększone koszty środków ochrony osobistej. Opłata taka może wynosić od 50 do 150 zł. Podnoszenie cen przez gabinety ostro krytykują pacjenci.

Jak podaje Bankier.pl, jedna z wrocławskich klinik stomatologicznych poinformowała, że dopłata za obowiązkowe środki ochrony osobistej dla stałych pacjentów wynosi 50 zł, dla pozostałych 100 zł. – Klienci postanowili sprzeciwić się takiej sytuacji. W odpowiedzi gabinet podał, że co prawda mógłby ukryć opłaty za środki ochrony w opłacie za leczenie, ale chciał w sposób transparentny pokazać swoją politykę cenową – czytamy.
Bezpieczeństwo przede wszystkim
W prywatnym gabinecie we Wronkach wprowadzono dodatkową opłatę w wysokości 50 zł. Jedna z klinik z Poznania ustaliła ją na poziomie 150 zł. Tak właściciele praktyk szacują koszty, jakie ponoszą obecnie w związku z koniecznością zakupu środków ochrony osobistej. Kombinezony, maski FFP2 i FFP3, gogle, a najlepiej przyłbice ochronne, o wiele więcej rękawiczek i olbrzymie ilości płynów do dezynfekcji – tak wygląda teraz rzeczywistość pracy lekarzy dentystów.
– Nie da się obecnie otworzyć ponownie gabinetu, nie mając tych wszystkich środków ochronnych. To nie jest jakiś wymysł, tylko nasz obowiązek. Pytanie tylko, skąd mamy to wszystko brać, skoro albo jest to trudno dostępne, albo drogie – mówi dentystka z Wronek, cytowana przez „Głos Wielkopolski”.
„Bezczelna próba wyłudzenia”?
Argumenty, choć racjonalne, i tak nie trafiają do sporego odsetka pacjentów. W ostatnich dniach w mediach społecznościowych i na forach internetowych znaleźć można wiele bardzo krytycznych, a nawet obraźliwych komentarzy w kierunku dentystów, którzy zdecydowali się na podniesienie cen swoich usług.
– Zapłaciłam 300 zł za wypełnienie, a lekarz nie był inaczej wyposażony niż przed epidemią. To jest wykorzystywanie sytuacji – to jeden z łagodniejszych komentarzy, który można znaleźć w sieci. – Bezczelna próba wyłudzenia po stronie stomatologów, pod płaszczykiem epidemii, którą powinien zająć się UOKIK – pisze inny internauta.
Czy będzie odgórne uregulowanie cen?
Problem już kilka dni temu zauważyło Polskie Towarzystwo Stomatologiczne. Prezes PTS-u prof. Marzena Dominiak wystosowała do ministra zdrowia list, w którym prosi o możliwość zaopatrywania się praktyk stomatologicznych świadczących usługi w trakcie trwania pandemii koronawirusa z zasobów, którymi dysponuje państwo. Jeśli nie ma takiej możliwości, wskazane byłoby stworzenie regulowanego rynku, w ramach którego za cenę adekwatną do sprzedawanego produktu, stomatolog będzie mógł zaopatrywać swój gabinet.
– Ceny ŚOI oraz wyrobów medycznych na rzeczonym wolnym rynku są horrendalne, ich wysokość znacznie przekracza koszt ich produkcji, co świadczy o niezwykle wysokiej marży nałożonej przez podmioty sprzedające te produkty. Powyższe zjawisko należy traktować jako wykorzystywanie obecnej sytuacji kosztem innych (jest to bowiem znaczne nadużywanie swojej pozycji, nie mieszczące się w szeroko pojętych zasadach współżycia społecznego) i powinno być w naszej ocenie napiętnowane ze strony władz państwowych, zwłaszcza że dotyczy jego obywateli, będących pacjentami bólowymi w gabinetach stomatologicznych – podkreśliła prof. Dominiak w liście.
Niestety sytuacji nie poprawiają niektóre publiczne wypowiedzi polityków. Kilka dni temu rzecznik ministerstwa zdrowia Wojciech Andrusiewicz powiedział, że „dziś nie ma już większego problemu z dostępem do środków ochrony osobistej, bo pojawiają się one w sklepach spożywczych, na poczcie i w wielu innych miejscach”.
Obowiązki stomatologów są oczywiście inne – muszą oni pracować w specjalistycznym sprzęcie ochronnym, a nie bawełnianych czy flizelinowych maseczkach dostępnych w drogeriach…
W dyskusji o tym, czy pacjent może oskarżyć lekarza dentystę o to, że zaraził się w gabinecie koronawirusem, niektórzy powołują się na sądowe orzecznictwo, które dotyczy zupełnie innej sytuacji. Takie stanowisko przedstawia mec. Ewa Mazur Pawłowska, podkreślając przy tym, że nie można porównywać ryzyka zakażenia koronawirusem do zakażeń WZW czy innych chorób zakaźnych, przenoszonych w sposób inny niż drogą kropelkową.
AF
Fot. fernandozhiminaicela, pixabay.com
Przewiń, aby wideo odtworzyło się z dźwiękiem
Lazy loading aktywny – odtwarzanie rozpocznie się po pojawieniu się nagrania w kadrze




