Europejskie pieniądze popłyną gdzie indziej?
Opieszałość urzędnicza znowu daje znać o sobie. 25 października br. wchodzi w życie dyrektywa UE dotycząca usług medycznych dla pacjentów z zagranicy.

To niby sporo czasu ale Ministerstwo Zdrowia do tej pory nie przygotowało jeszcze odpowiednich przepisów wprowadzających europejskie prawo. Brakuje też systemu informacji dla zagranicznych pacjentów, którzy chcieliby skorzystać z tańszych usług medycznych w Polsce.
A jest o co walczyć, albowiem branża turystyki medycznej wyceniana jest na 800 milionów złotych i do tego ma rosnąć w tempie 15-20 proc. rocznie.
Czego wymaga unijna dyrektywa?
Otóż zakłada ona, że każdy pacjent powinien w danym kraju uzyskać informacje na temat usług medycznych w swoim ojczystym języku.
Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych twierdzi, że nasi sąsiedzi Czechy, Niemcy, tudzież Francja – takie centra mają i bez problemu można uzyskać informacje, gdzie pojechać z daną jednostką chorobową. A u nas takich brak.
– Po prostu pieniądze europejskie popłyną gdzie indziej – twierdzi Andrzej Sokołowski.
I cóż z tego, że nasz rząd wpisał usługi medyczne na listę 15 polskich specjalności eksportowych, skoro nie idą za tym konkretne posunięcia. Póki co w Europie liderem turystyki medycznej jest Turcja.
Według firm badawczych Polska ma szansę stać się jednym z trzech kierunków najczęściej wybieranych przez zagranicznych pacjentów.
W ubiegłym roku w polskich palcówkach medycznych leczyło się co najmniej 350 tys. zagranicznych pacjentów.
tch







