COVID: liczba zakażeń wśród dzieci niedoszacowana
Wśród dzieci i młodzieży liczba zakażeń COVID-em może być niedoszacowana wręcz dramatycznie – powiedział w rozmowie z PAP prof. Ernest Kuchar z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, kierownik Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Wakcynologii. Namawia do używania pulsoksymetru, bo lepiej pozwala on ocenić ciężkość zakażenia.

Prof. Ernest Kuchar powiedział w wywiadzie dla PAP, że podczas czwartej fali zachorowania wyraźnie przeniosły się na dzieci oraz młodych dorosłych – nie tylko w Polsce, ale również w Izraelu, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Wynika to z tego, że młodsza populacja w znacznej części jeszcze nie chorowała, nie jest szczepiona i pozostała wrażliwa na zakażenie koronawirusem.
– Na dodatek szkoły i przedszkola są otwarte – nic zatem dziwnego, że dzieci zarażają się nagminnie. I z tego tylko względu, przy tym samym odsetku powikłań więcej z nich trafia do szpitala. U nas tak wielu pacjentów jeszcze nie było. Nie musi to jednak świadczyć o tym, że wirus jest bardziej zjadliwy, po prostu więcej dzieci choruje. Odsetek powikłań w tej grupie pozostaje taki sam – stwierdził.
Ekspert uważa, że liczba zakażeń SARS-CoV-2 wśród dzieci i młodzieży jest wręcz dramatycznie niedoszacowana. W przychodniach podstawowej opieki zdrowotnej zazwyczaj nie ma możliwości testowania, kiedy dziecko przychodzi na przykład z objawami przeziębieniowymi lub tylko z gorączką. – Dzieci, które hospitalizujemy, rzadko kiedy były podejrzewane o COVID-19, leczono je z powodu kataru i przeziębienia lub zapalenia płuc. Dopiero jak nie było poprawy i przebieg choroby okazał się cięższy niż oczekiwano, zrobiono test na SARS-CoV-2 i dziecko trafiło do szpitala, albo test wykonaliśmy dopiero w szpitalu. Gdy stan dziecka się poprawia, nikt testu już nie robi – powiedział.
Jak dodał prof. Kuchar, zakażenie u dzieci może przebiegać jak zwykła infekcja dróg oddechowych, a czasem przewodu pokarmowego. – Trzeba zachować w tym wszystkim zdrowy rozsadek. Decydujące znaczenie ma wywiad obciążony czynnikami ryzyka ciężkiego przebiegu COVID-19, a z badań możliwych do wykonania w domu raczej saturacja tlenem, niż temperatura ciała. Bo dziecko może przechodzić COVID-19 łagodnie i nawet wysoko nie gorączkuje, ma jednak zajęte płuca, w RTG płuc wychodzi mleczna szyba, a saturacja ledwie przekracza 80%. Namawiam do szerszego używania pulsoksymetrów – podkreślił.
Jego zdaniem, dzieci z jakimikolwiek objawami nie powinny przychodzić na zajęcia do przedszkola i szkoły. – Nawet, jak mają jedynie katar, to może być też COVID-19. Jak dziecko jest bezobjawowe, to może też zakażać, ale ryzyko zakażenia dla innych jest dużo mniejsze. Podczas przerw między lekcjami należy wietrzyć pomieszczenia. W klasie na lekcji nie może być też zbyt wielu uczniów, na przykład 35 w jednym pomieszczeniu. Nauczyciele muszą być zaszczepieni i bez objawów choroby, inaczej narażają dzieci – powiedział prof. Kuchar.
– Może warto zastanowić się nad wprowadzeniem obowiązkowej wizyty dziecka u stomatologa przynajmniej raz w roku. Mogłoby to działać na podobnej zasadzie, jak dziś obowiązkowe są szczepienia dla dzieci – taki mówi w rozmowie z Dentonetem prof. dr hab. n. med. Teresa Jackowska, konsultant krajowy w dziedzinie pediatrii.
Źródło: https://naukawpolsce.pap.pl
Przewiń, aby wideo odtworzyło się z dźwiękiem
Lazy loading aktywny – odtwarzanie rozpocznie się po pojawieniu się nagrania w kadrze






