5 marca – jedyny taki dzień w kalendarzu, czyli Dzień Dentysty
Swój dzień mają liczne zjawiska naturalne i społeczne, mają też wydarzenia historyczne. Szczególny dzień w roku upamiętnia także wiele profesji, w tym tkaczki, gazowników, spedytorów, pracowników skarbówki czy stylistów paznokci. Twórcy kalendarzy, nie tylko tych ze świętami nietypowymi, nie zapomnieli również o Waszej grupie zawodowej.

Czy każdy z Państwa ma świadomość, że 5 marca – tuż po Święcie Tenisa, a przed Dniem Czystego Stołu – to właśnie Dzień Dentysty? Dzisiejsza data nie ma związku z żadnym wynalazkiem, nie upamiętnia też wydarzenia, które wprowadziło stomatologię w nową epokę. Ponieważ 5 marca to także Dzień Teściowej, złośliwi twierdzą, że chciano jednego dnia „uhonorować” dwie najgorsze rzeczy w życiu człowieka. Ale ponieważ współczesna stomatologia nie ma nic wspólnego z zabiegami, jakim pacjentów przez całe wieki poddawali najczęściej wioskowi kowale, nie doszukujmy się jakichkolwiek złych skojarzeń...
Jeśli nie pamiętają Państwo tej szczególnej daty, proszę tym bardziej wybaczyć Waszym pacjentom – wszak Wasze święto zaliczyć należy wciąż (a szkoda!) do tych nieco bardziej niszowych. Życząc dalszych sukcesów w Państwa pracy, na osłodę codziennych zmagań na polu (by nie powiedzieć ugorze) stomatologii, przedstawiamy kilka opinii pacjentów wydobytych z archiwum Dentonetu.
Doktor Kasia zawsze uśmiechnięta, kompetentna, traktuje pacjenta jak dobrego znajomego, a nie intruza (mój lekarz rodzinny mógłby się do niej zapisać na szkolenie). W sprawach kasy o lekarzach krążą różne opinie, ale Pani Kasia do zdzierców nie należy. Naprawi to, z czym przychodzę, ale zaraz coś jeszcze w moich zębach znajdzie (a jakżeby inaczej?!): a to rozszczelnienie, a to plamkę próchnicy, więc lekko podwierci, zaplombuje na cacy i przy płaceniu specjalnej różnicy nie widać ;)
Niektórym mogłoby się to nie spodobać, ale chyba niespecjalnie lubi znieczulać... Może nie ma czasu, bo za chwilę następny pacjent? Może nie czuje się się w tym zbyt pewnie? W każdym razie zawsze mówi: „Jak pan nie wytrzyma, to dam znieczulenie”. Ale jak ja wielki, dorosły chłop mam nie wytrzymać?!!! Byłoby głupio tak przy drobnej kobiecie... więc tylko mocniej zaciskam ręce i wiertło idzie w ruch. A nigdy w zasadzie nie boli, bo Doktor Kasia wroga na moich zębach niszczy w zarodku...
Robert G., Ostrołęka
Od zawsze bałam się dentysty – to chyba jeszcze „pamiątka” czasów, gdy w szkole podstawowej działał gabinet z wolnoobrotową turbiną, do którego regularnie spędzano nas całą klasą w czasie lekcji. Bałam się także wtedy, gdy skończyłam szkolę, a moim „dentystą” był zwykle Gardan. Skończyłam studia, wyszłam za mąż, urodziłam dwójkę wspaniałych dzieci – życie szło naprzód, ale w tej jednej dziedzinie nie umiałam dorosnąć. Gdy już nie dało się pogodzić wizerunku dobrze ubranej urzędniczki na kierowniczym stanowisku z coraz bardziej psującymi się zębami, podjęłam decyzję – muszę i już. Pomógł trochę dr Google, ale przede wszystkim rekomendacja przyjaciółki. Nie wiem, czy kiedykolwiek w życiu było mi bardziej wstyd, ale (co mnie samą zaskoczyło) ...tylko za pierwszym razem, bo dr E.R. wykazała się ogromnym taktem i empatią. A do tego delikatnością, mimo że byłam przygotowana na katusze, byle tylko uporać się z moim problemem. Było dużo do naprawienia, „pocerowania”, co nieco trzeba było też usunąć. Nie było mnie stać na najlepszą opcję, ale mostek i licówki (zamiast wymarzonej porcelany) dały niesamowity efekt, jakiego nie byłam w stanie sobie wyobrazić! Stałam się inną osobą, przestałam bać się ludzi, nie czułam się już skrępowana w czasie rozmowy. Tylko tyle i aż tyle. To wręcz zadziwiające, jak wielką wdzięczność można czuć do osoby, która niby tylko wykonuje swój zawód, ale tak naprawdę zmienia życia.
Ania S., Szczecin
Takie to życie za kółkiem. Zjesz dużo i tłusto, przekimasz się w kabinie, zęby umyjesz albo nie – jak nie masz gdzie. Do tego dwie paczki fajek dziennie. Myślałem, że da się tak całe życie. Ale nie, dopadł człowieka zawał, na szczęście nie w trasie – inaczej już bym od spodu kwiatki wąchał. Lekarze wyratowali, ale i zdrowo ochrzanili. I zaraz do szpitalnego dentysty odesłali – rachu, ciachu i 7 zębów ubyło, czy raczej popsutych korzeni. Facet to nie Joanna Krupa czy inna Ania Rubik, ale poza wyglądem trzeba czymś gryźć. I tu pojawia się dr Natalia, protetyk. Złote ręce, skarb nie kobieta, cierpliwsza niż własna żona, ale i tupnąć potrafi, byle tylko człowieka zmotywować. Proteza to niby nie swoje zęby, ale lepszych nigdy nie miałem, nawet jako dzieciak.
Wiktor M., Suwałki
5 marca obchodzimy Światowy Dzień Dentysty. Doktor Julian nie byłby sobą, gdyby z tej okazji nie przygotował czegoś specjalnego. Tym razem postanowił o zawodzie lekarza dentysty porozmawiać z przechodniami.
Przewiń, aby wideo odtworzyło się z dźwiękiem
Lazy loading aktywny – odtwarzanie rozpocznie się po pojawieniu się nagrania w kadrze







