„Medycyna za drutami obozu” – lekarz obozowy i lekarz więzień
– Szacuje się, że podczas wojny i okupacji zginęło co najmniej 5 tys. polskich lekarzy, 2,5 tys. stomatologów i ok. 3 tys. lekarskiego personelu pomocniczego – pielęgniarek, farmaceutów, sanitariuszy i innych – mówi prof. Zdzisław Ryn, lekarz psychiatra, dyplomata, autor kilkudziesięciu publikacji oraz książki „Medycyna za drutami obozu”, poświęconej tematyce Auschwitz.

W wywiadzie opublikowanym na stronach Naczelnej Izby Lekarskiej, prof. Ryn pytany o szpitale funkcjonujące w obozie, mówi o wielkim paradoksie. „Szpital w obozie, zamiast leczyć, zajmował się tym, jak skutecznie doprowadzać do śmierci w sposób masowy i „ekonomiczny”. Lekarz w białym kitlu był tym, który przynosił śmierć zamiast uzdrowienia. Masowość śmierci, jej wszechobecność, prowadziła stopniowo do znieczulenia i obojętności, deformowała osobowość. Obozowe szpitale i przychodnie lekarskie były przede wszystkim miejscami selekcji. (….). Medycyna w obozie miała jednak „dwie twarze”. Twarz lekarza więźnia i twarz lekarza obozowego”.
Autor książki podaje, że lekarz-więzień wykorzystywał wszelkie sposoby niesienia pomocy, aby chociaż symbolicznie przynieść ulgę w cierpieniu. – Nawet w tak ekstremalnych warunkach traktował swój zawód jako misję. Najbardziej wymownym przykładem lekarskiej misji było uratowanie około dwóch tysięcy noworodków urodzonych w obozie. Niewielu z nich przeżyło. Szpital obozowy pełnił też funkcje konspiracyjne, dostarczał leków i środków sanitarnych. W historii obozów odnotowano wiele przykładów postaw heroicznych. W materiałach źródłowych przytacza się przykłady ukazujące zachowania i reakcje altruistyczne. Istotną rolę w podtrzymywaniu ducha odgrywali księża i osoby duchowne – czytamy w wywiadzie.
źródło: nil.org.pl






