Dentonet
PACJENT
E-mail
WYBIERZ KATEGORIĘ
Leczenie zachowawcze i endodoncja
Protetyka i implantologia
Stomatologia estetyczna
Ortodoncja
Periodontologia
Higiena i zdrowie jamy ustnej

Czy szwedzki żel zastąpi wiertło?

Publikacja:
Czy szwedzki żel zastąpi wiertło?

Czy szwedzki żel zastąpi wiertło?

Na polskim rynku od kilku lat istnieje nowa technologia oczyszczania chorych zębów – żel Carisolv. Prasa codzienna okrzyknęła go rewolucją w stomatologii. Pacjenci coraz częściej pytają swoich stomatologów, czy mogą zaoferować im leczenie zęba bez borowania. Lekarze chcąc zwiększyć ofertę gabinetów a przez to zyskać sobie pacjentów, chętnie korzystają z rewolucyjnego leku na próchnicę. Z opinii producentów działa skutecznie, a przy tym "inteligentnie". Nie narusza zdrowej tkanki zęba. Czy jednak to środek idealny?

Jeśli okaże się, że nie uczula i nic a nic nie boli, to kto wie.

Któż z nas nie doświadczył przykrych doznań w gabinecie stomatologicznym jakie niesie ze sobą borowanie zęba? Wspomnienia samego dźwięku wiertarki czy wibracji z tym zabiegiem związanej przyprawiają niejedną osobę o dreszcze, nie mówiąc już o bólu, który jest jednym z najbardziej nieprzyjemnych bólów występujących u człowieka.

W tradycyjnych metodach usuwania próchnicy korzysta się z wiertła. Są to wiertła o różnej wielkości dopasowane do wielkości ubytku. Narzędzia rotacyjne wymagają od stomatologa dużego doświadczenia i precyzji, by nie usunąć za mało chorej tkanki czy za dużo zdrowej. Delikatny ruch ręki stomatologa może spowodować zarysowanie zdrowego szkliwa, a tym samym ułatwić dostęp bakteriom, co w konsekwencji prowadzi do zaatakowania przez próchnicę kolejnego zęba i powstania w nim dziury.

Niekiedy lekarze w celu identyfikacji zębiny wykorzystują dedektory próchnicy, które wybarwiają tylko tkanki chorobowo zmienione. Zdrowa zębina się nie zabarwia. Tak długo więc oczyszcza się ubytek aż twarde substancje zęba nie będą się wybarwiały. Mimo wszystko w tradycyjnej metodzie leczenia usuwa się celowo także i nieco zdrowej tkanki zęba, a niekiedy nawet trzeba także usunąć zębinę. Taka konieczność zachodzi szczególnie wówczas, gdy zębina jest rozmiękła aż do miazgi. Ocena jednak, czy została ona usunięta całkowicie, nie jest taka prosta. Ból w trakcie opracowywania ubytku również już nie jest niczym strasznym. Stosowane dziś techniki pozwalają uniknąć bólu przy borowaniu. Szybkoobrotowe wiertła usuwają próchnicę w kilka minut, a stosowanie znieczulenia miejscowego (nasiękowego lub przewodowego) sprawia, że siedzenie na fotelu przestało być straszne i jest zaledwie nieprzyjemne.

W nowej metodzie z wykorzystaniem żelu szwedzkiego o nazwie Carisolv próchnicę usuwa się bez borowania. Żel ponadto usuwa tylko i wyłącznie tkanki zmienione próchnicowo. Ale czy wiertło wyeliminowane jest zupełnie?

Przyjrzyjmy się nieco historii powstania tego bez mała cudu stomatologicznego. Wszystko zaczęło się prawie trzydzieści lat temu, kiedy dwaj amerykańscy stomatolodzy, Mel Goldman i John Kronman, odkryli, że roztwór stosowany w czasie czyszczenia korzeni zębów z resztek chorej tkanki działa również w innych częściach zęba. Jednak płynny preparat nie miał szans przebicia. Trzech szwedzkich badaczy, Christer Hedward, Jorgen Noren i Lars Strid zastąpili płyn żelem, wtedy okazał się strzałem w dziesiątkę. W gabinetach dentystycznych pojawił się w roku 1997. Dziś jest stosowany w wielu krajach, m.in. w: Szwecji, Niemczech, Belgii, Danii, Wielkiej Brytanii, Holandii, Szwajcarii i we Włoszech.

Żel na próchnicę produkowany jest w dwóch tubkach. W jednej znajduje się żel, w skład którego wchodzą m.in. trzy aminokwasy: kwas glutaminowy, leucyna i lizyna oraz czerwony barwnik – erytrozyna. Druga tubka zawiera przeźroczysty płyn, będący 5% roztworem podchlorynu sodowego – silnie żrącej substancji używanej m.in. w endodoncji. Po połączeniu obu składników uzyskujemy mieszaninę, która zmiękcza próchniczo zmienioną zębinę.

Właśnie z tego powodu nowa technika jest tak rewolucyjna. Nowy preparat – Carisolv – zostawia bowiem w spokoju zdrową część zęba. Rozłożona pod wpływem działania preparatu chora część zęba zabarwia się na różowoczerwono. I te różowoczerwone i rozmiękczone już części zęba lekarz delikatnie wyskrobuje specjalnymi narzędziami. Widzi dokładnie różnicę między chorą a zdrową tkanką.Dodatkową korzyścią jest to, że oczyszczona dzięki żelowi powierzchnia staje się chropowata, co zwiększa jej przyczepność. Założona plomba mocniej siedzi i mniejsza jest szansa, że wypadnie.

Na wstępie zadaliśmy sobie pytanie, czy stosowanie żelu wyeliminuje całkowicie wiertło. Otóż raczej nie. Kiedy dziura znajduje się pod wypełnieniem albo na tej powierzchni zęba, która styka się z kolejnym, nadal trzeba będzie trochę poborować, żeby odsłonić zębinę i umożliwić nałożenie preparatu. Również szkliwo pod którym jest próchnica należy usunąć wiertłem. Pocieszające jest jednak, że wiertło będzie "dotykało" tylko najmniej wrażliwych części zęba, a nie delikatnej i unerwionej miazgi.

Można by powiedzieć, że z nowego preparatu ucieszą się przede wszystkim dzieci. One zwykle najbardziej boją się wizyt u dentysty i nie potrafią wytrzymać w bezruchu. U nich też zapewne najłatwiej będzie prawie całkowicie wyeliminować borowanie – zwykle przecież nie mają jeszcze żadnych starych plomb, które trzeba by było usuwać wiertłem.

Wielu stomatologów obawia się, że nowa metoda jest zbyt czasochłonna. Jedna wizyta może trwać nawet dwa razy dłużej niż przeciętna wizyta dziś. Poza tym dentysta musi sobie sprawić specjalne narzędzia do leczenia nową techniką (ok. 2-3 tys. zł), no i oczywiście sam żel (ok. 300 zł tubka; starczy na 10-40 dziur). Wiąże się to nieodłącznie z wyższymi kosztami leczenia zęba.

Reasumując, można zatem powiedzieć, iż media nadmiernie rozbudziła wśród pacjentów nadzieje na komfortowe leczenie próchnicy. Tak jednak się dzieje gdy brakuje fachowych publikacji na ten temat, a nieodpowiedzialna część dziennikarzy w pogoni za sensacją idealizuje metodę i ubarwia fakty, które w głowie bezkrytycznego czytelnika urastają do niebotycznych rozmiarów i jawią się jako cud. Potem pacjent w zderzeniu z realną rzeczywistością w gabinecie stomatologicznym wychodzi rozczarowany i wypomina lekarzowi iż “miało być bez wiertła i bez bólu!”.

Przyznać trzeba, że winą za brak odpowiedniej informacji należy po części obarczyć środowisko stomatologów, a przede wszystkim firmę wprowadzającą preparat na rynek. Trzeba jednak podkreślić, że system ten jest dużym krokiem naprzód w leczeniu próchnicy. Być może, że w przeciągu następnych dwudziestu lat będziemy mieli do czynienia z substancją, która całkowicie wykluczy użycie wiertła.

 


POWIĄZANE ARTYKUŁY

Grzegorz Wasiluk - Dentonet.pl
Cyfryzacja zastąpi doświadczenie i umiejętności? Lekarz

Czy coraz bardziej obecna w stomatologii cyfryzacja, w tym stosowanie aparatury zapewniającej znakomitą precyzję i wysoką przewidywalność nie sprawia, że umiejętności i doświadczenie lekarza stopniowo schodzą na dalszy plan? – Mogłoby się wydawać, że...