Dentonet
BLOGOSFERA
BLOGOSFERA
E-mail

Wdzięczni, że odważyłem się im pomóc…

0 Komentarze | Publikacja:
Poleć artykuł Drukuj artykuł Wielkość czcionki - +
Wdzięczni, że odważyłem się im pomóc…

Wdzięczni, że odważyłem się im pomóc…

Dziś rozpoczynamy cykl relacji kolejnych lekarzy dentystów, którzy zaangażowali się w akcję rozpoczętą przez dr. Konrada Rylskiego. W projekt „Dentysta w Afryce” zaangażował się m.in. dr Sławomir Burda z Poznania.

Po raz pierwszy o projekcie „Dentysta w Afryce” usłyszałem od żony, która otrzymała mail od OMD, w którym opisano pracę dr. Rylskiego w Kamerunie. Sytuacja potoczyła się tak, że kilka miesięcy później nawiązałem z nim współpracę. Od samego początku naszej znajomości wiedziałem już, że polecę do Afryki – było to tylko kwestią czasu. Pierwszą rozmowę o Kamerunie przeprowadziliśmy w maju, a w sierpniu miałem już bilet. Pozostało tylko czekać na wylot do Kamerunu. Musiałem wyrobić wizę i przejść odpowiednie szczepienia.

Już trzy miesiące przed odlotem zacząłem odliczać dni. Z każdą chwilą przybliżającą mnie do odlotu rodziły się wątpliwości, czy podołam. Przeglądałem Internet w poszukiwaniu wiadomości o tym odległym kraju, przestudiowałem wszystkie choroby tropikalne… Pierwsze obawy, które mi towarzyszyły do wyjazdu, a o których zapomniałem po kilku dniach na miejscu, dotyczyły AIDS i innych chorób zakaźnych, m.in. malarii.

Postępowanie z chorymi nie różni się od tego, jak pracuje się u nas w kraju. Przed leczeniem zakładałem dwie pary rękawiczek (z czysto praktycznego powodu – łatwiej nałożyć rękawiczkę, szczególnie nitrylową, na rękawiczkę niż na spoconą rękę), przeciw malarii przyjmowałem codziennie profilaktykę i mimo kilku ukąszeń przez komary nic mi nie było. Preparaty przeciw owadom warto ze sobą zabrać, bo jest ich troszkę i mimo że nie przenoszą chorób, ukąszenia zawsze swędzą. Reasumując, podstawowe zabezpieczenie w 100% wystarczyło, żeby nie chorować i się nie drapać. Woda jest filtrowana, ale jeśli ktoś się bardzo obawia, może pić tylko butelkowaną (ja korzystałem z filtrowanej). Bardzo pomógł mi Krzysztof Gniazdowski, mój poprzednik, który odpowiedział na wiele nurtujących mnie pytań, tym samym dając mi wiele cennych rad, m.in. co ze sobą zabrać (ubrania, lekarstwa, materiały stomatologiczne).

DSC05428Obawiałem się, czy nie będzie problemów z porozumieniem się, czy język angielski wystarczy. Po przylocie do Kamerunu zobaczyłem świat widziany wcześniej jedynie w telewizji, ludzi ciężko pracujących, domki lepione z gliny, szałasy w dżungli, wszędzie bardzo szczęśliwe dzieci (mimo otaczającej je biedy).

We wschodniej części kraju wszyscy mówią po francusku, a w gabinecie wystarczyło kilka podstawowych zwrotów. Siostry, które pomagają, są Polkami i perfekcyjnie mówią po francusku, poza tym na miejscu zawsze był ktoś, kto znał angielski i mógł tłumaczyć. W Abong-Mbang głównym środkiem lokomocji jest motocykl. Bardzo się ucieszyłem, kiedy powiedziano mi, że mogę motocyklem jeździć do pracy. Dało mi to poczucie pełnej niezależności. Wsiadałem na motor również po pracy i zwiedzałem okolicę.

Najmilsze wspomnienia wiążą się z dobrym słowem otaczających mnie tam ludzi. Byli oni bardzo wdzięczni za przyjazd, za to, że odważyłem się przyjechać im pomóc. Często padały stwierdzenia „nie zapomnę pana do końca życia”, „bardzo dziękuje za pomoc” i nie były to puste słowa – ci ludzie naprawdę byli wdzięczni.

Kolejne wspomnienia dr. Sławomira Burdy już za tydzień.

Dodaj komentarz (0 komentarzy)

Każdy komentarz zostanie poddany moderacji