Dentonet
BLOGOSFERA
BLOGOSFERA
E-mail

Czas to miłość – relacja Oli Golińskiej. cz. 1.

0 Komentarze | Publikacja:
Poleć artykuł Drukuj artykuł Wielkość czcionki - +
Czas to miłość – relacja Oli Golińskiej. cz. 1.

Czas to miłość – relacja Oli Golińskiej. cz. 1.

Dziś na blogu „Dentysta w Afryce” publikujemy pierwszą część relacji z pobytu w Kamerunie lek. dent. Aleksandry Golińskiej. Relacja została też opublikowana w cyklicznym raporcie Fundacji Pomocy Humanitarnej „Redemptoris Missio”.

Trzy miesiące to krótko i długo. Za krótko, by pomóc wszystkim potrzebującym, odwiedzić wszystkie okoliczne wioski i tam usuwać zęby, ale wystarczająco długo, by zaprzyjaźnić się z mieszkańcami, zatrzymać się i zobaczyć, że najważniejszą chwilą którą przeżywam, jest TERAZ; by uczyć się radości z życia mimo wielu trudności.

Mój wylot do Kamerunu nie był planowany na długo wcześniej. Miałam przed sobą perspektywę rozpoczęcia pracy po stażu dyplomowym. Pojechałam na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa, gdzie spośród wielu pięknych treści usłyszałam zdanie, które wyryło się w moim sercu „Bóg błogosławi waszym marzeniom!” Uświadomiłam sobie, że zakładanie własnej działalności gospodarczej to niekoniecznie moje marzenie, lecz od dwóch lat był nim wyjazd na misje. Pan Bóg mi pobłogosławił, udało mi się w czasie pozałatwiać wszystkie sprawy i już po kilku tygodniach od zgłoszenia do Fundacji „Redemptoris Missio” byłam w samolocie do Kamerunu.

14713733_1120085024711478_2512247798820196057_nOd pierwszych godzin na czarnym lądzie (a raczej czerwonym lądzie – ziemia w Kamerunie jest czerwona ze względu na występujące tam gleby laterytowe) doznawałam „porażenia zmysłów”. Ciepłe, wilgotne powietrze, tłumy ludzi na ulicach, porozstawiane stragany wzdłuż drogi, mnóstwo rozklekotanych żółtych samochodów – taksówek, co chwila używających klaksonu, ludzie przeciskający się między samochodami, kobiety w pięknych kolorowych sukniach. W drodze do Abong-Mbang bujne, gęste lasy równikowe, plantacje ananasów, bananowce. Na bramkach, gdzie dokonuje się opłaty za przejazd asfaltową drogą dzieci sprzedające pokrojone owoce, szaszłyki z robaków żyjących w pniu palmy. Ludzie zgromadzeni przed swoimi domami, popijający sok z palmy, dzieci bawiące się zaimprowizowanymi zabawkami… Wszystko mi mówiło, że AFRYKA ŻYJE!

Już w drugim tygodniu pracy doznałam realiów afrykańskich – piorun uderzył w naszą przychodnię, zepsuł przetwornicę napięcia od baterii słonecznych i nie było prądu… Jedyne co mogłam robić, to usuwać zęby z latarką czołówką na głowie: do czasu, gdy pojawi się prąd z miasta lub gdy ktoś z Polski nie przywiezie nowej przetwornicy. By optymalnie wykorzystać swój czas, pięciokrotnie zamykałam gabinet dentystyczny i udawałam się na wioski, by tam udzielać pierwszej pomocy dentystycznej. Praca w miejscach oddalonych o 100, 150, 300 kilometrów była prawdziwą misją. Miałam świadomość, że pacjenci ci od lat cierpią z powodu bólu zęba, bo nie mają możliwości przyjechać do tak odległego gabinetu… Szczególnie że droga była fatalna (tylko 50 km asfaltu), a reszta to piękna czerwona ziemia: w porze deszczowej często nieprzejezdna ze względu na błoto lub stojące ogromne kałuże, w porze suchej zaś częstująca przejezdnych czerwonym pyłem, skutecznie zalepiającym drogi oddechowe. Miałam więc ręce pełne roboty, ekstrakcje nie należały do najłatwiejszych (połamane korzenie, schowane pod dziąsłem złamane ósemki). Kilkakrotnie byłam zupełnie wyczerpana po pracy w takich warunkach, lecz wdzięczność pacjentów rekompensowała wszelkie zmęczenie. W jednej miejscowości, tuż przy granicy z RCA, rozdałam dzieciom szczoteczki do zębów, a one brały je do buźki zapakowane, nie wiedząc, jak się ich używa… Były bardzo zaciekawione moją pracą (pracowałam na zewnątrz, więc stawały niedaleko by się przyglądać), przychodziły oglądać duży model zębów i bawiły się nim. Pewnie pierwszy raz w życiu widziały dentystę!

Kolejna część – już w sobotę!

Dodaj komentarz (0 komentarzy)

Każdy komentarz zostanie poddany moderacji