Dentonet
BLOGOSFERA
BLOGOSFERA
E-mail

Co mnie zaskoczyło podczas pobytu w Afryce?

0 Komentarze | Publikacja:
Poleć artykuł Drukuj artykuł Wielkość czcionki - +
Co mnie zaskoczyło podczas pobytu w Afryce?

Co mnie zaskoczyło podczas pobytu w Afryce?

Jeden z moich pierwszych pobytów w Afryce. Nie byłem tam przecież na wycieczce z biurem podróży. Pierwsze zaskoczenie było takie, że wiozłem ze sobą pięć baterii prysznicowych i dwie paczki żarówek LED, o co poprosili mnie księża marianie, do których jechałem. Ale chyba bardziej zaskoczony był policjant na lotnisku, miałem to w bagażu podręcznym (w rejestrowanym miałem kilogramy białego sera, kiełbasy, wegety i majeranku). Spytał nieuprzejmie – CO TO? Prysznic – odpowiedziałem równie dosadnie i spytałem, czy nie wolno tego mieć w samolocie. Nie odpowiedział, czy wolno, czy nie, pewnie sam nie wiedział, za to opryskliwie spytał, po co mi to.

Tym razem sarkastycznie poinformowałem pana, że w samolotach nie ma pryszniców, a ja lubię czasem się umyć przy ledowym świetle. Dał mi spokój, ale widać było, że miał z tym duży problem.

Przewoziłem wiele dziwnych rzeczy: prostowniki do ładowania akumulatorów, gniazdka elektryczne, wiertarkę, gwoździe i wkręty, przewód elektryczny, mikroskop stomatologiczny, unit (oczywiście bez fotela), nawet kosiarkę.

Celnicy robili duże oczy, widząc sterty znieczuleń i strzykawek z kompozytem, największe kiedy prześwietlali ramię mikroskopu, a furorę zrobiła moja laska – część kosy spalinowej, tak długa, że nijak nie mieściła się w niczym, za to jako laska pielgrzyma bezpiecznie dotarła na miejsce. Tam nie ma tego wszystkiego lub jest takiej jakości, że lepiej przywieźć z Polski, niż kupować na miejscu. Tam „made in China” nabiera innego wymiaru, jest pożądane i dobre. A w Polsce, Castorama, Lidl…. inna rzeczywistość.

Dentysta w Afryce 3

Jednym z największych problemów okazał się brak prądu. Gabinet nie może funkcjonować bez prądu, sesje wyjazdowe tak, mamy czołowe latarki i pracujemy, aż zużyjemy wysterylizowany sprzęt.

Jednak alby leczyć próchnicę lub uruchomić autoklaw – potrzebny jest prąd. W Abong–Mbang teoretycznie jest prąd, jednak czasem po kilka dni nie jest wyłączany lub włączany w środku nocy na godzinę lub dwie. Miasteczko liczy 20 tysięcy ludzi, więc niemało, ale nikt się z tym nie liczy. Kilka lat temu były nawet zamieszki ludności w tej sprawie, ale niewiele się poprawiło. 3-4 dni bez prądu to norma.

Dentysta w Afryce 4

Proszę popatrzeć na zdjęcia. To rzeczywistość. Jednak w Polsce, gdybym pojechał do wioski, gdzie nie ma gabinetu, warunki byłyby podobne. Różnica jest w tym, że w Polsce NFZ zapewnia przynajmniej elementarne usługi i nie trzeba tak jeździć, a tam nie ma tego i do dentysty np. w Namibii jest 600 kilometrów. To tak jak z Gdańska do Katowic.

Sam gabinet jest ok, mały, gorący, ale dobrze wyposażony, jednak w buszu, chatka wodza to standard. Ludzie mogą korzystać z tzw. wyrywaczy zębów, na stołeczku w autobusie, kombinerkami. My zapewniamy inny standard, czyste narzędzia i znieczulenie, coś, czego tam nie ma.

Dentysta w Afryce 2

Dodaj komentarz (0 komentarzy)

Każdy komentarz zostanie poddany moderacji